wtorek, 29 marca 2016

Historia domu nr 4 -Urszula Bloom

Urszula Blumianka-Radłowska od 15 listopada 1934 r. jako drużynowa VIII prowadziła gromadę zuchów w Pszczółkach (kiedyś nazywane przez Niemców Hohenstein) na terenie Wolnego Miasta Gdańsk. Jej ojciec był zawiadowcą stacji, a jej matka pochodziła z Grudziądza. Mieszkali w domu kolejowym, któy dziś ma nr 4. W tym budynku mieściła się świetlica z czterema dużymi pokojami.
W pierwszym pomieszczeniu zbierały się kobiety ucząc się szycia, bądź opieki nad dziećmi, zaś w dwóch innych pokojach odbywały się zebrania, a w trzecim był stół bilardowy. Jednak to nie wszystko; również stworzono tam polską ochronkę. Dzieci nie tylko się tam bawiły, lecz uczyły polskich piosenek wierszyków, nasiąkały polskością, czego często brakowało w ich domach rodzinnych. W 1934 roku zmarła matka Urszuli.
W domu stało się pusto i źle. Ojciec się opiekował dziećmi tak jak i kobieta z którą później się ożenił, ale nie było już tej atmosfery jaką tworzyła mama drużynowej.
Po latach kobieta wspominała:
,, Mieliśmy każde po dwie pary butów na rok, jedne na lato, drugie na zimę, tak samo ubrania. Nie było pieszczot.''
Parę miesięcy po odejściu matki została wezwana przez komendantkę Chorągwi Harcerek ZHP w Gdańsku druhna Maria Ostrowska. Pytała dużo o młodzież polską, mieszkającą w Pszczółkach i zaproponowała jej założenie zorganizowanie w pierwszej fazie grupy zuchów, a później harcerek. ,,Myśl była przednia, cel piękny, ale wykonanie dla czternastoletniej dziewczynki, obarczonej nauką i codziennymi, ciężkimi dojazdami do szkoły w Gdańsk, trudne.'' Jednak ,,W tym okresie potrzebna była mi zresztą ciężka praca, gdyż jedynie ona mogła choć chwilowo przytłumić mój ból. A poza tym matka była ogromną patriotką. Działała w Związku Polaków, chciałam więc dalej kontynuować jej dzieło. Pragnęłam w miarę sił wpajać poprzez harcerstwo miłość do ojczyzny, nauczać wytrwałości i hartu w walce z germanizmem.''.
Urszulka przeszła latem w 1934 r. w Borzechowie kurs dla drużynowych. Potem zaczęłą werbunek dla harcerstwa. Odwiedzała polskie domy, przedstawiając plan założenia drużyny. Wszędzie przyjmowano ją życzliwie. Rodzice byli szczęśliwi, gdyż większość małych dzieci znała tylko język niemiecki. Przed dziewczyną stało trudne zadanie- nauczanie języka polskiego. Na początku prowadziła zajęcia dla  15-osobowej grupy dziewczynek w wieku 5-14 lat. Dzieci siadały naokoło druhny, a ona czytała im bajki, opowiadania lub rozmawiała z nimi. Przygotowując inaugurację pierwszej zbiórki harcerskiej uczyła ich hymnu narodowego i modlitwy harcerskiej, aby uroczystość wypadłą godnie.
,,15 listopada 1934 roku przyjechała do Pszczółek komendantka Chorągwi Harcerek druhna Maria Ostrowska. Była w mundurze harcerskim podobnie jak ja. Dzieci nie miały mundurków, przypięły więc sobie do zwykłych sukienek biało-czerwone kokardki.''
Tego dnia druhna Blumianka przypięła do munduru odznakę drużynowej- granatowy sznur i rozpoczęła odpowiedzialną pracę. Podzieliłą dziewczynki na dwie grupy. W pierwszej były dziewczynki od 5-8 lat, a w drugiej od 9-14 lat. Razem było ich 25.
Każda grupa raz w tygodniu miała zbiórkę, a raz w miesiącu zbieały się wszystkie grupy razem. Zastępową pierwszej grupy została jedenastoletnia Łucja Blumianka, zaś starszymi zajmowała się Urszula. Z wspomnianych wcześniej pokoi w domu kolejowym jeden przyznano drużynie. Na ścianie dziewczęta zawiesiły biało-czerwony sztandar a na nim powiesiły godło państwowe, po obydwu stronach umieściły portrety dostojników państwa polskiego. Na przeciwległej ścianie pojawił się poczet królów polskich. Wszyscy coś dali.
Zbiórki rozpoczynały się odrabianiem przez harcerki lekcji szkolnych, ponieważ Urszula wiedziała, że nie wszyscy są w stanie pomóc w tym swoim dzieciom, więc wzieła ten obowiązek na siebie. Gdy dziewczynki wychodziły na dwór, aby się pobawić dzieci niemieckie słysząc ich głosy mówiące po polsku często rzucały w nie kamieniami. ''my nie pozostawałyśmy im dłużne- trudno, była to samoobrona.''
W latach 1936-1937 harcerki coraz częściej doznawały szykan ze strony młodzieży z Hitlerjugend. Wydzierano im teczki z rąk i rzucano je na ziemię, strącano z głów czapki szkolne. Zdarzały się także poważniejsze wypadki. Bywało też, że dojeżdżająca do szkół niemieckich w Gdańśku grupa wyrostków hitlerowskich zatarasowywała kilka kolejnych drzwi wejściowych do pociągu nie pozwalając wejść młodzieży polskiej. Po pewnym czasie postanowiono zorganizować dość nietypową zbiórkę. ,,Brat Gertrudy Gołombiewskiej, Janek, zaproponował nam, że nauczy nas skutecznie bronić się przed napaścią hitlerowskiej młodzieży.''
Drużynowa z Pszczółek miała też swojego osobistego prześladowcę. Był to starszy od niej chłopak pełniący kierowniczą funkcję w Hitlerjugend. Pewnego razu udało mu się wyrwać z jej mundurka krzyż harcerski wraz z kawałkiem materiału. Innym razem zranił dziewczynę kamieniem  nogę. Najgorsze jednak było, gdy Urszula wsiadła do pociągu (pełnego Niemców), a prześladowca powiedział ,,Czy nie uważacie, że śmierdzi tu polskim ścierwem? Skoro ścierwo śmierdzi trzeba je wyrzucić.'' Chłopak wypchnął drużynową z pociągu w miejscowości Skowarcz. Musiałą wracać na pieszo sama.
Pewnego dnia gdy dziewczyna wracała ze świetlicy harcerskiej zatrzymał się pociąg z którego wysiadła grupka ludzi, a w śród nich znalazł się prześladowca. Ula chciała uniknąć spotkania z nim, więc schowała się w biurze PKP. Po pół godziny czekania aż ktoś się pojawi postanowiła wrócić sama do domu. Gdy szła pustą ulicą, poczuła że ktoś za nią idzie, a kiedy się odwróciła ujrzała jej wroga. Tym razem postanowiła się nie dać. Wyjęła kastet  z kieszeni (poprosiła by zrobił go dla niej jej brat) i uderzyła go uzbrojoną pięścią w twarz. Od tamtej pory chłopak przestał ją prześladować.
Podczas ferii letnich drużynowa wysyłała swoje harcerki na obozy, organizowane przez Komendę Chorągwi Gdańskiej.
Delegacja harcerek z Pszczółek brała udział w słynnym manifestacyjnym pochodzie dwóch Chorągwi Harcerskich w 1935 r., kiedy to po raz pierwszy harcerze przemaszerowali publicznie przez ulicę Gdańska w pełnym umundurowaniu.
Spośród akademii w których uczestniczyły harcerki z Pszczółek ich Drużynowa zapamiętałą szczególnie tę, urządzoną 3 maja 1936 roku. Poprzedziło ją szkolenie na zbiórkach, w czasie którego omawiano znaczenie tego dnia dla Polaków. Głównym organizatorem tej akademii było Koło Związku Polaków w Pszczółkach. Główny referat wygłosił brat Urszuli, następnie głos zabierali inni przedstawiciele miejscowej Polonii. Potem Łucja Blumianka recytowała  wiersz. Harcerki śpiewały: Witaj majowa jutrzenko, a zakończył akademię hymn narodowy.
Urszula Radłowska zmarła w Gdańsku 16 lipca 1984 roku i zostałą pochowana na starym cmentarzu w Pszczółkach.



źródło: POLKI w Wolnym Mieście Gdańsku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz